Znajdź odpowiedź na Twoje pytanie o Przypomnij sobie dzieje Marcina Borowicza i napisz o " pierwszych razach" tego chłopca. pierwsze trudy nauki pierwsze egzami… bakus0 bakus0 Fajne komedie romantyczne o nastolatkach , szkole. szukam komedii romantycznych , dramaty tez mogą byc o nastolatkach , o szkole takie typowe. nie wypisywac tych co juz oglądałam czyli : kopciuszek roztanczona historia ona to on cała ona szkoła uczuc hiistoria kopciuszka wygrane marzenia wild hild wytanczyc marzenia honey honey 2 dziewczyny ze st train liceum avalon księżniczka na Mocno daje do myślenia i pozostaje w pamięci na długo. 6. Waking Life (2001) “Mężczyzna próbuje dowiedzieć się, czym są i czemu służą marzenia senne, rozważając różne teorie na ich temat.”. Animowany film oparty o długie, fascynujące dialogi pewnego młodzieńca z różnymi napotkanymi ludźmi. jeden z moich pierwszych fandomów; w nim najdłużej siedzę - to już hmm 22 lata? ojej; oglądam nałogowo wszystkie trzy części; po pięćdziesiątych razach przestałam liczyć; taki mały hołd dla Simby (mój pierwszy idol) i dla Disneya; za rączkę z kanonem; nadal kocham bajki i jestem z tego dumna; Language: Polski Words: 226 W okresie świątecznym, w piątki, w porannym paśmie zarezerwowanym tradycyjnie dla programu o nowościach kulturalnych "Rezerwacja", wyemitujemy cykl rozmów video i podcastów Katarzyny Janowskiej, "Wszystko, co kocham". W pierwszym odcinku gościem jest Małgorzata Ostrowska-Królikowska, która opowiada o stracie i pierwszych świętach od śmierci męża. To opowieść o pierwszej miłości, pocałunkach składanych ukradkiem, tańcach w deszczu, pierwszych razach, uśmiechach i łzach. Łzach smakujących niczym najbardziej gorzka czekolada. Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej piętnastego roku życia. Średnia ocen. 7,8 / 10. 29 opinii 98 ocen Dyskutuj. ujqnYwL. I to ilu pierwszych razach :) ale nie z dzisiaj, tylko z 19 kwietnia Po pierwsze mamy 2 nowe ząbki! lewa dolna czwórka i lewa górna czwórka, masz już 10 zębolków, no delikatnie mówiąc noc z piątku na sobotę dała nam się we znaki =D Następny pierwszy raz? Pierwsza kąpiel w wannie, nie w jakiejś tam wanience tylko w prawdziwej dużej wannie, i tak Ci się spodobało, że za nic nie chciałaś wyjść, trzeba było użyć podstępu (po około godzinie), wyciągnąć korek i wypuścić wodę, a po wypuszczeniu było "niu niu" (znaczy "nie ma") A później pierwsza noc nie w swoim łóżeczku, nie w swoim domu.... a u babci, z mamą, bez taty :) no ale trzeba przyznać, że spałaś lepiej niż u nas w domu =D ale zanim padłaś były wygłupy do 22, ulubione stanie na głowię za niedługo udokumentuję koniecznie :) kręcenie się w kółko i obijanie o meble no bo przecież jak tu po minucie kręcenia się w kółko utrzymać równowagę, przełączanie telewizora, wychodzenie na biurko i duuużo "ty ty ty" po którym dalej z podekscytowanym uśmieszkiem robisz to samo, oj, niespożyte masz siły, a i tak trzeba było usypiać na siłę ale na szczęście zasypianie zajęło ci 3 minuty, a potem spałam do 8 rano bez żadnej pobudki :) a rano? Rano śniadanie Wielkanocne, nie czepiłaś się niczego, ani jaja nie spróbowałaś no cóż może w przyszłym roku ;) Niestety zdjęć brak ale, tak stęskniłaś się za tatą: Rzecz pierwsza - odnosząc się do posta pod tytułem "Decyzja" postanowiłam nieco zmodyfikować swojego bloga. Okazuje się, że przez ostatni rok zawitało do mnie tylko kilka nowych osób w związku z czym zablokowana będzie tylko ta część dotycząca zdjęć. Tutaj ukłon w stronę Aś - to u Ciebie znalazłam takie rozwiązanie, spodobało mi się ono i postanowiłam pomałpować, za co niniejszym z góry przepraszam. Także jak tylko ogarnę się z tym tematem, roześlę zaproszenia. Rzecz druga - o tych cudnych pierwszych razach będzie. Dziecię moje do tej pory na głos śmiało się tylko w nocy do cycka. Był to taki cudny rechotek przez sen, że aż moje matczyne serce w jednej chwili zamieniało się z stado motyli, a oczy wilgotniały. W sobotę jednak stało się coś niesamowitego - tatuś po całym dniu pracy przyszedł "pogadać" z synkiem. Mały przewieszony przez moje ramię (jego ulubione miejsce do przebywania w ogóle) robił słodkie minki do tatusia i wydawał przy tym swoje ouuuueeeee, gleeeeeeeee, leeeeejeeee i te inne. W pewnym momencie buzia rozciągnęła mu się w mega uśmiechu i Kubuś zaczął się śmiać do taty na cały głos. Śmiał się tak głośno, że aż go babcia usłyszała w drugim pokoju. To było coś o wiele wspanialszego, niż ten słodki rechotek przez sen przy cycku - to był prawdziwy śmiech, taki z radości, dziecka któremu niczego nie brakuje. A moje łzy przy tym?? Oczywiście, że były, bo popłakałam się jak bóbr z tej Kubusiowej radości. Rzecz trzecia - o podniesionym ciśnieniu będzie. Bo wiecie, jak to mawia moja mama - co nie ubije, to nie ujedzie, czyli jeśli czegoś samemu się nie dopilnuje, to się tego ni będzie miało. Otóż odkąd Kubuś przyszedł na świat nie doszły do mnie żadne pieniążki z tytułu macierzyńskiego. W związku z tym, że chorobowe przychodziło tak po miesiącu mniej więcej, a koleżanka mówiła, że pierwsze macierzyńskie otrzymała z prawie dwumiesięcznym opóźnieniem, jakoś się tą zwłoką nie przejmowałam, tylko czekałam. W końcu jednak przycisnęło mnie - kasa potrzebna i tyle - dzwonię do zusu (z małej literki, bo co myślę o tej instytucji, to moje). Tam miła pani poinformowała mnie, że od 15 marca nie wpłynęły do nich żadne dokumenty dotyczące jakichkolwiek świadczeń. Nie wpłynęło więc ani ostatnie zwolnienie od lekarza, ani też dokumenty do macierzyńskiego. Najpierw próbowałam dodzwonić się do szefa, ale była to 8 rano, księgarnia czynna od 9 więc musiałam poczekać. Więc do księgowej - ona pracuje od 7. No ale jej jak zwykle w biurze nie było, a tej jej dziewczyny jak zwykle nic nie wiedzą, i proszę dzwonić jak będzie szefowa. W końcu po kilku próbach poprosiłam, żeby sama do mnie oddzwoniła, bo upolować ją żeby była w biurze graniczy z cudem. W między czasie udało mi się w końcu do szefa do dzwonić i powiedziałam mu w czym rzecz - obiecał wyjaśnić sprawę jak najszybciej. Ok, niech będzie, bo mi kasa potrzebna, Podniesione ciśnienie pomijam. Potem oddzwoniła księgowa, że brakuje jeszcze aktu urodzenia, a tak w ogóle, to te dokumenty chyba zaginęły między księgarnią a biurem, bo ona ich nie widziała. Normalnie myślałam, że krew mnie zaleje. Pamiętając doskonale jaki porządek panuje u szefa w kanciapie, zaginięcie papierów było czymś tak naturalnym, jak ... kupka niemowlaka, że tak powiem. Obiecali rzecz wyjaśnić... Na drugi dzień zadzwoniłam najpierw do zusu - dokumentów nadal nie ma u nich, no to do księgowej. Tym razem rozmawiałam z jakimś teoretycznie zorientowanym dziewczęciem, bo dowiedziałam się, że owszem, dokumenty są, teoretycznie wszystkie i że do końca tygodnia złożą je do zusu. Ok - mówię - będę dzwonić i sprawdzać (zawracać im dupę do skutku - na te słowa pani aż się zjeżyła przez telefon, mówię Wam, aż było słychać). W piątek dzwonię do zusu - dokumentów u nich jeszcze nie ma. Dzwonię do księgowej - one nic nie wiedzą, postarają się złożyć jak najszybciej. Znów telefon do szefa - on po rozmowie z księgową oddzwonił i powiedział, że podobno już złożone więc muszę tylko czekać na wypłatę z zusu. Dziś będę dzwonić znów i upewniać się czy na pewno wpłynęły te dokumenty, a jeśli nie to dalej dupę zawracać. I teraz mi powiedzcie Kochane Moje - mnie obowiązują określone terminy, żeby papiery dostarczyć do pracodawcy, a co on z tym dalej zrobi to już jego sprawa. Gdyby Marek nie pracował i byłyby to nasze jedyne pieniądze to już dawno pomarlibyśmy z głodu chyba. Gdyby w końcu nie zadzwoniła do tego zusu, to nadal nie wiedziałabym co jest grane. Tak czy inaczej sprawa jeszcze nie jest załatwiona do końca, a moje zdanie o pracodawcy zdecydowanie pogorszyło się. Nie mogę wyjść z tego dołu, może i bym mógł, gdybym w porę zaprzestał oglądania filmu juz po minucie jego trwania, kiedy to zawala się całe milionowe miasto, a jedyną ukazaną w filmie reakcją na kataklizm na miarę zagłady Hiroszimy są monotonne, łagodne, spokojne relacje dziennikarskie w stylu "przy ul. Warszawskiej (przykładowo...) stażacy ściągnęli kotka z drzewka". Pozostali dziennikarze o kolejnych tragediach: "O! Jejku, oj, oj, oj... most się zawalił. WOW!". Zero bólu, trwogi..., strachu, cierpienia..., a przy tym wszystkim pseudoterapetyczne dywagacje lekarzy o hamburgerach, nastolatek o nieszczęśliwych pierwszych razach, prezydenta o SuperAmeryce, geologów przy herbatce spekulacje (jak to sami okreśłają) o liczbach... - są gotowi udowadniać teorie, twierdząc, że ich sprawdzenie się może zabić miliony ludzi..., nie biorąc pod uwagę tego, że sami zakończą swój melodramatyczny żywot geologa z grzebiącego marudnie ołówkiem w zębach...Cóż - "W Ameryce można wszystko!" - przewodnie hasło Amerykanów. Mózna i być rozrzutnym głupcem, sklecając takiż film. Ignorancja względem podstaw nauki, wspomnę tu np. o braku elementarnej wiedzy "twórców" filmu nt. siły energii wybuchu bomby atomowej, jest tak nierealna jak nierealna jest każda tu scena... Zero stylu! Lata 50. i 60. to bardzo charakterystyczny okres w modzie i designie. Stąd nawet dziś do tych dwóch dekad wracamy z sentymentem. W tym rankingu zebrałam najlepsze filmy, których akcja rozgrywa się w tym czasie. Znalazły się w nich pozycje, które najlepiej oddają styl tych dwóch dekad. Filmów, których akcja rozgrywa się w latach 50. i 60., jest naprawdę dużo. Dla współczesnych filmowców często jest to okres sentymentalnych powrotów. Jest to w końcu czas przed cyfrową i internetową rewolucją, kiedy jeszcze nikomu nie śniło się ani o telefonach komórkowych, ani komputerach personalnych. Był to okres w historii, gdzie tradycyjne struktury społeczne wciąż się trzymały mocno, choć już widać było spękania. Rewolucja obyczajowa zbliżała się wielkimi krokami, do tego rodził się ruch praw człowieka, który już niedługo miał znieść segregację rasową. Jednocześnie był to czas ekonomicznej prosperity – powojenny boom trwał w najlepsze. Moda i design mogły się więc swobodnie rozwijać, dzięki czemu w tych dekadach wykształcił się charakterystyczny styl, do którego z nostalgią wracamy do dziś. Filmy i seriale rozgrywające się w latach 50. i 60. to zarówno dramaty, jak i komedie, ale niemal zawsze o silnym zabarwieniu obyczajowym. Poruszają więc rozmaite aspekty życia. Wszystkie zgromadzone poniżej filmy doskonale oddają nastrój i styl tamtych lat z jego optymizmem, ale też skostniałą obyczajowością. Zdecydowanie wszystkie są warte obejrzenia. Zobacz także: Najlepsze filmy kostiumowe. Piękne stroje z różnych epok na ekranie NAJLEPSZE FILMY i SERIALE OSADZONE W LATACH 50. i 60. 17. Do diabła z miłością (Down with love, 2003) Na początek dość lekka w wyrazie komedia romantyczna. Główną bohaterką jest młoda kobieta o polsko brzmiącym nazwisku – Barbara Novak (Renée Zellweger). Jest ona autorką bestsellerowej książki „Do diabła z miłością”, która przekonuje, że kobiety nie potrzebują mężczyzn ani do zaspokojenia seksualnego, ani finansowego. Barbara ma w Nowym Jorku udzielić wywiadu dla prestiżowego męskiego magazynu „Know”. Dziennikarzem jest znany kobieciarz, w którego wcielił się Ewan McGregor. Jego celem jest skompromitowanie młodej pisarki. Kostiumy i scenografia tego filmu zasługują na szczególną uwagę. 16. Była sobie dziewczyna (An Education, 2009) Następna propozycja to utrzymany w dużo spokojniejszym tonie film, ale wciąż o miłości. Tutaj bohaterką jest 16-latka, która zakochuje się w dwa razy starszym mężczyźnie. Okazuje się jednak, że związek ten spotyka się z aprobatą otoczenia i rodziców. Wręcz jest zachęcana do zrezygnowania z edukacji i oddania się roli żony. W latach 60. wciąż rola kobiet w Wielkiej Brytanii była sprowadzana do bycia żoną i matką, a „złapanie” bogatego męża miało być szczytem ambicji. Młodziutka Jenny na własnej skórze przekona się, że nie tędy droga. 15. Daleko od nieba (Far from Heaven, 2002) Ten film jest oparty na innej produkcji filmowej – „Wszystko na co niebo zezwala” z 1955 roku. Tam zamożna wdowa z przedmieść zakochuje się w młodym ogrodniku, przez co został odrzucona przez swoje kręgi towarzyskie. Twórcy „Daleko od nieba” poszli jeszcze dalej. Tutaj główna bohaterka również zakochuje się w ogrodniku, ale na domiar złego w czarnoskórym. Do tego wciąż ma męża, choć odkrywa, że geja. Co istotne, obraz jest doksologie wystylizowany, klimat lat 50. perfekcyjnie oddany. 14. Buntownik bez powodu (Rebel Without a Cause, 1955) Ten film to absolutna klasyka lat 50. i jednocześnie kolejny film o wyłamywaniu się z obowiązujących norm. Głównym bohaterem jest młody chłopak, który dusi się w lukrowanej rzeczywistości amerykańskich przedmieść. Sprawia kłopoty wychowawcze, jednak nikt tak naprawdę nie rozumie skąd się one biorą. James Dean wykreował tu niezapomnianą postać, która stała się symbolem kinowego buntownika. 13. Kochankowie z księżyca (Moonrise Kingdom, 2012) Wes Anderson słynie z zamiłowania do mocno wystylizowanych kadrów. Nie dziwi więc, że w końcu w swojej twórczości zwrócił się ku estetyce lat 60. Choć akacja rozgrywa się w kameralnej scenerii, na wyspie w Nowej Anglii, to wciąż klimat tamtych lat został doskonale oddany, podobnie jak młodzieżowy bunt z historią miłosną w tle. Jest to film o niezaprzeczalnym uroku, który pozostaje z widzem na długo. 12. Masters of Sex (2013-2016) Pierwszy w zestawieniu serial. Głównym bohaterem jest doktor Masters – lekarz ginekolog, który studiuje ludzką seksualność. W badaniach pomaga mu asystentka, Virginia. Wyniki ich prac nie tylko okażą się pionierskie na polu naukowym, ale zmienią również obyczajowość i oblicze amerykańskiej popkultury. W życiu prywatnym jednak tworzą dość osobliwą parę. On jest samotnikiem i introwertykiem, który nie cieszy się zrozumieniem w swoim środowisku. Z kolei ona jest nieskrępowaną rozwódką samotnie wychowującą dzieci. 11. Wielkie oczy (Big Eyes, 2014) Akcja tego filmu rozpoczyna się ok. 1955 roku i kończy się mniej więcej 10 lat później. Jest zapisem drugiego małżeństwa Margaret Keane, amerykańskiej malarki. Jej mąż, Walter, przekonał kobietę, że więcej zarobią, jeśli wszystkie jej obrazy będzie podpisywał własnym nazwiskiem. I tak na obrazach ludzi z wielkimi oczami zbili majątek. Jednak małżeństwo nie można nazwać szczęśliwym. Nie dość, że żyli w kłamstwie, które zataczało coraz szersze kręgi, to jeszcze w domu panowała przemoc psychiczna, a Walter nie należał do wiernych. Ta niewiarygodna, a jednak prawdziwa historia jest mocno osadzona w realiach lat 50. i 60. 10. Suburbicon (2017) Film George’a Clooneya rozgrywa się na początku lat 50., czyli okresie budowania amerykańskich przedmieść jakimi je znamy dzisiaj. Tytułowy Suburbicon to nazwa nowo powstającego osiedla, który ma być rajem na ziemi. Okazuje się jednak, że raj ma wiele ciemnych zakamarków. Kiedy bowiem na osiedle sprowadza się pierwsza czarnoskóra para, sąsiedzi robią wszystko, aby zatruć im życie. Tymczasem za płotem dochodzi do zbrodni. Ten film jest satyrą na życie na przedmieściach, ale też obłudę życia. 9. Dreamgirls (2006) Czas na muzyczną propozycję. Tym razem przenosimy się do Chicago lat 60. Trzy młode, czarnoskóre dziewczyny starają się przebić w przemyśle muzycznym. Na jednym z konkursów dostrzega je pewien manager, który postanawia pomóc dziewczynom. Cała historia jest luźno oparta na losach zespołu Supremes. Stanowi doskonały obraz muzycznej sceny tamtego okresu. 8. Carol (2015) Tym razem trafiamy do Nowego Jorku lat 50. „Carol” to historia zakazanej miłości. Tytułowa bohaterka jest zamożna, ma męża i wielki dom pod miastem. Nie jest jednak szczęśliwa, gdyż ukrywa swoją prawdziwą naturę. Jej serce zaczyna bić mocniej, gdy zakochuje się w młodej ekspedientce i razem wyruszają w podróż. Jest to smutny obraz obyczajowości połowy XX wieku, który krępował ludzi odbiegających od przyjętych norm. Jednocześnie film stanowi niezwykle wysmakowaną i stylową podróż do tamtego okresu. 7. Powiększenie (Blow Up, 1966) Ten film to absolutna klasyka lat 60. Głównym bohaterem jest fotograf mody, Thomas. Jest bogaty, egoistyczny i całkowicie przekonany, że praca czyni go nowoczesnym, światowym artystą. Tymczasem w jego studiu zjawia się Jane, która żąda wydania zdjęć pary kochanków, którą Thomas z ukrycia sfotografował w parku. Na coraz to większych powiększeniach mężczyzna znajduje zwłoki. Jest to film, który spodoba się nie tylko fanom kryminalnych zagadek, ale także mody drugiej połowy lat 60. 6. Marvelous Mrs. Maisel (2017-) Czas na kolejny serial. Główną bohaterką jest młoda mężatka z dobrego domu, żydówka i matka dwójki dzieci. W jej perfekcyjnym życiu następuje gwałtowny zwrot – mąż odchodzi do kochanki. Kobieta jednak postanawia stawić czoła nowej rzeczywistości. Przeprowadza się do rodziców, podejmuje pracę po raz pierwszy w swoim życiu i postanawia spróbować swoich sił jako komik. Serial jest źródłem znakomitego humoru, a przy okazji stanowi wspaniały obraz przełomu lat 50. i 60. Zapewne jest to obraz mocno wyidealizowany, ale niezwykle przyjemny dla oka. 5. Brooklyn (2015) Film „Brooklyn” również opowiada o kobiecie, która próbuje się odnaleźć w nowej dla siebie rzeczywistości. W latach 50. młoda dziewczyna opuszcza swoją rodzinną Irlandię i wyrusza do Ameryki, by szukać szczęścia w Nowym Jorku. Początkowo ma duże problemy z aklimatyzacją. Wszystko się zmienia, kiedy poznaje sympatycznego Włocha. Gdy życie zaczyna nabierać barw, musi wracać do domu, aby podjąć ważną decyzję. Film ma urzekający klimat i wiele subtelności. 4. Mad Men (2007-2115) Ten serial sprawił, że świat tak bardzo się zakochał w latach 50. i 60. Opowiada o losach pracowników agencji reklamowej. Jest to świat pełen szyku, ale też niepozbawiony problemów. Serial przedstawia także zmiany obyczajów amerykańskiego społeczeństwa, które nastąpiły na początku lat 60. Wszystko to w doskonale skrojonych garniturach i wśród designerskich mebli w duchu mid-century modern. 3. Śniadanie u Tiffany’ego (Breakfast at Tiffany’s, 1961) Na tej liście jest niewiele filmów, które faktycznie zostały nakręcone w latach 50. i 60. Jednym z wyjątków jest „Śniadanie u Tiffany’ego”. Jest to bez wątpienia obraz kultowy, który zawładnął zbiorową wyobraźnią. Do tego styl Holly Golightly od momentu premiery jest kopiowany przez miliony kobiet na całym świecie. Trudno znaleźć produkcję, która miała tak wielki wpływ na modę. 2. Służące (The Help, 2011) Z Nowego Jorku przenosimy się na południe Stanów Zjednoczonych lat 60., gdzie kolonialny porządek trwał zatrważająco długo. Młoda dziennikarka opisuje w swojej książce życie czarnoskórych służących w domach bogatych i uprzywilejowanych. Publikacja wywołuje skandal w „wyższych sferach”, a opisanym służącym przywraca godność. Historia jest inspirowana prawdziwymi zdarzeniami. Jest barwnie odmalowanym obrazem amerykańskiego południa w okresie wielkich przemian społecznych. 1. Samotny mężczyzna (Single Man, 2009) Na podium jest film, który potrafi widza zaczarować. Jest to historia profesora, geja, który mierzy się z samotnością po stracie ukochanego. Mieszka w urzekającym domu, ma stylową garderobę, przyjaciół i dobrą posadę. W jego życiu nie ma jednak szczęścia, nie może się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jest samotny. Jednak Tom Ford – reżyser filmu – odmalował jego samotność w wyjątkowo piękny sposób, wręcz pociągający. Jest to bez wątpienia jednen z najbardziej stylowych filmów w ogóle, a bez wątpienia najbardziej stylowy rozgrywający się w latach 60. Witam wszystkich gości mojego bloga, którzy natknęliście się na niego szukając doznań estetycznych w stylu retro oraz doznań muzycznych w kolorowej i roztańczonej oprawie. Witam również tych, którzy wpadli tu przypadkiem – mam nadzieję, że zostaniecie na rozmyślałam o odpowiednim wejściu na scenę blogową. Ostatecznie zdecydowałam się zacząć od samego początku, kontynuując już nie chronologicznie, a tak jak mi będzie w duszy grało. Oto jest – pierwszy musical, który rozpoczął moją pasję.„Grease” widziałam po raz pierwszy jako mała dziewczynka. Oglądając go wielokrotnie, aż do dziś, za każdym razem odkrywam ten film na nowo. Od początku miała w tym udział magia – barwne, podszyte nieprzyzwoitą ilością tiulu spódnice wirowały w zwariowanym rytmie rock&rolla, dziewczęta piszczały, chłopcom przychodziły dzikie pomysły do głowy, można było odnieść wrażenie, że Rydell High jest centrum świata. Najważniejszym było kochać, tańczyć, a zwłaszcza – wyglądać. Musiałam się zakochać od pierwszego usłyszenia „Summer lovin’ had me a blast” w tym świecie, który na dodatek zna petticoat!Nie wiem czy jest wiele osób, którym jeszcze nie przydarzyło się widzieć Johna Travolty i Olivii Newton-John jako duetu wszechczasów, ale dla tych narysuję krótko fabułę. Jest to sielska opowieść o nastolatkach (granych przez aktorów, którzy dawno już nastolatkami nie są), co to nie mieli jeszcze okazji zetknąć się z troskami i odpowiedzialnością świata dorosłych. Za wyjątkiem Rizzo, która w przykry sposób dowiaduje się, gdzie się kończy tolerancja otoczenia. Poznajemy grupę Pink Ladies, dla których liczy się wizerunek i zainteresowanie chłopców oraz paczkę T-birds dla której liczy się odpicowana fura i zainteresowanie dziewcząt. Od początku wszystko do siebie pasuje i ostatecznie musi ułożyć się jak w to nie dla wątków fabularnych widziałam ten tak wiele razy, a dla unikatowych (chociaż powtarzanych i parodiowanych wiele razy) scen. Można to przerobić, można to nawet zrobić lepiej, ale nie da się tego podrobić. Mistrzowskie są minuty podczas których widzimy całą ekipę T-birds w garażu, podczas gdy puszczają wodze fantazji i odpicowują zespołową brykę – greased lighting. Wygibasy Johna Travolty – bezcenne. The chicks are cream for grease lighting! Zaś pierwsze miejsce dla utworu muzycznego przyznaję piosence „Worse Things” wykonanej przez aktorkę Stockard przyznać, że na punkcie sceny która najwyraźniej zapisała się w historii nie oszalałam. Mowa o tle do piosenki „You’re the one that I want” (dla utworu uznanie). Sam pomysł tańca w wesołym miasteczku super, ale jednak wszystko to jakieś takie niedopracowane i niedociągnięte. Wystarczyłoby parę więcej powtórzeń, żeby Sandy i Danny lepiej się zsynchronizowali i wyglądało to bardziej naturalnie. Mam wrażenie że realizatorowi za bardzo się spieszyło. Niedawno odkryłam jednak usprawiedliwienie – kręcono to na wędrownym festynie i wszystkich zaskoczyło, że następnego dnia trupa wraz z ekwipunkiem była już w innym mieście. Cóż za organizacja… Jeśli jesteśmy już przy nielicznych wadach musicalu - scenarzystę poniosło z bajecznym zakończeniem, gdzie Danny i Sandy odlatują samochodem między obłoki. Ale to chyba przez kino lat ocena:Styl: 7Muzyka: 9Fabuła: 7Rozrywka: 10W dniu w którym zachłysnęłam się modą retro na tyle, aby podążać jej ścieżkami poszłam po zakupy na nową drogę stylu. Zaowocowało to tą oto bluzeczką w białe groszki i pasującymi kolczykami (czego może nie widać na zdjęciach). Moja stylizacja z tiulową spódniczką inspirowana jest filmem „Grease” właśnie. spódniczka z tiulu - kiedyś sukienka - Allegro bluzeczka w groszki - Orsay kolczyki w groszki - I Am buty na platformach - Street

filmy o pierwszych razach