Zobacz najlepsze atrakcje w Helu. 3. Restauracja Kutter. foto – kutter.pl. Kutter to jedna z najpopularniejszych restauracji, jakimi może się pochwalić Hel. Lokal ten zdobył uznanie m.in. dzięki za sprawą klimatycznych wnętrz, ozdobionych archiwalnymi zdjęciami miasta. Dla tych, którzy odwiedzają Hel z maluchami, dużym plusem jest
Szprotką, flądrą w galarecie, Tak ze sobą rozmawiały, Chciały zacząć od początku, Bo spostrzegły nagle nocą, I ujrzały w brzasku ranka, Tylko żaba, co rada by. Otóż macie prawdę mądrą: Szprotka szprotką, kilka kilką, Pewna żaba Była słaba Więc przychodzi do doktora I powiada, że jest chora.
Przepis na rybę z warzywami krok po kroku. Cebulę i papryki pokrój w kostkę i podsmaż na oliwie. Rozgrzej piekarnik do 180 C. Do warzyw dodaj przecier, 0,25 łyżeczki soli i pieprzu, 0,5 łyżeczki czosnku i 1,5 łyżeczki bazylii. Sos wyłóż do naczynia żaroodpornego i ułóż w nim rybę oprószoną solą i pieprzem. Piecz w 180 C
Ryba a hranolky. Fish and chips, alebo to isté, vyprážané ryby so zemiakmi, je najobľúbenejšie jedlo v britskej kuchyni. A hoci ryby a hranolky majú určitú zlú povesť ako zástanca nezdravého jedla, pravdou je, že ak ste strávili niekoľko dní na Britských ostrovoch alebo ste tam strávili sezónu, overíte si, že existujú miesta, kde pripravujú to spôsobom Výborne
Ceny na Helu oszalały. Półwysep Helski jest droższy, niż Zanzibar, Egipt albo Sardynia. Miejsce na polu namiotowym nad Bałtykiem, Zatoką Helską kosztuje kilkanaście albo dziesiątki
1. Na bramborovou kaši oloupejte brambory, pokrájejte je na stejně velké kostky a dejte vařit do osolené vody doměkka. Hotové slijte, nejlépe přes cedník, tak se zbaví opravdu veškeré vody. Vraťte do hrnce, přidejte pokrájené máslo a rozšťouchejte. Mlékem dolaďte do požadované konzistence, rozšťouchejte dohladka, a
oqtswnw. Ceny w sklepach rybnych w Helu – cennik rybZobacz, jakie są aktualne ceny produktów sprzedawanych w rybnych sklepach z Helu. Ryby:Cena:Makrela wędzona15,00 – 20,00 zł / kgŁosoś40,00 – 70,00 zł / kgDorsz25,00 – 35,00 zł / kgKarp15,00 – 25,00 zł / kgPstrąg18,00 – 22,00 zł / kgWęgorz60,00 – 100,00 zł / kgHalibut40,00 – 60,00 zł / kgMintaj10,00 – 20,00 zł / kgSandacz45,00 -55,00 zł / kgKrewetki40,00 – 80,00 zł / kgTuńczyk30,00 – 60,00 zł / kgOwoce morza30,00 – 70,00 zł / kgSklepy rybne z Helu. Co powinno się wiedzieć o rybnych w Helu?Sklepy rybne w miasteczku Hel. takiego rodzaju biznesy jak sama nazwa określa, zajmują się sprzedażą ryb pod przeróżną formą. W sklepach rybnych na obszarze Helu można nabyć ryby świeże, chłodzone, również przetworzone. Do chętnie wybieranych towarów należą: filety i całe okazy. Z łatwością da się nabyć towar pakowany: koreczki śledziowe, wędzone makrele, szprotki w puszkach, jak również multum innych. W wielu sklepikach partie ryb dostarczane są codziennie, co sprawia, że towary zatrzymują swoją znakomitą jakość, a także wspaniały smak i wykwintny aromat. Spośród rybek zdobytych w sklepikach rybnych z Helu można przyrządzić świetne kompozycje, jak również skonsumować natychmiastowo po odpakowaniu. Sklepy rybne działające na terenie miasta Hel są otwarte od poniedziałku do sob – zwykle od rana do późnego popołudnia. Jeżeli pragniesz dowiedzieć się, jak znajdziesz najbliższy market sprzedający ryby oraz zweryfikować przeciętne stawki tego typu ryb – te wiadomości oczekują na Ciebie wyżej. Systematyczne konsumowanie ryb jest bardzo dobre. Kupując je w Helu możesz zyskać pewność, iż dostarczysz sobie bogactwo cennych czynników odżywczych.
Hel, miasto symbol, przez wielu nazywane początkiem Polski, a przez Kaszubów „Krowim ogonem”. W głębokim PRL-u można się było tu dostać z pobliskiej Juraty... tylko za okazaniem dowodu osobistego. Dziś hulaj dusza, piekła nie ma – czyli Hel późną jesienią! fot. Krzysztof Golec, / rzeźba Neptuna z Bolonii, rozpoznawalny postument Helu Gdynia, Puck, Władysławowo, Chałupy, Jurata, Kuźnica, Jastarnia wreszcie Hel. To znane i wielokrotnie odwiedzane miejscowości, kurorty nad polskim Bałtykiem i Zatoką Pucką. Warto się zatem pokłonić gen. Hallerowi w Pucku, podziwiać ciągle w rozbudowie Obwodnicę Trójmiasta, posłuchać opowiadań miejscowych w Chałupach, co niejedno piwo wypili ze Zbigniewem Wodeckim, trzeba też obejrzeć obowiązkowo jeden z większych portów w Jastarni, zstąpić z wysokich klifów Władysławowa na szeroka plażę, aby wreszcie dotrzeć do miasta symbolu – Helu. fot. Krzysztof Golec, Oj dawno tu nie byliśmy! Latem w środku wakacji, to wątpliwej jakości atrakcja (lub jak kto woli odpoczynek). Turyści, wczasowicze, ozdrowieńcy z pobliskich sanatoriów i domów zdrojowych okupują ten rejon Polski. Jednym słowem zbyt tłoczno, za dużo samochodów, za mało miejsc parkingowych, a reprezentacyjny deptak (ul. Wiejska) tętni zwykle życiem. Pod koniec października niemal wszystkie sklepy, kramy, bary - pozamykane. Nie dość, że nie ma wczasowiczów, to jeszcze pandemia i obostrzenia wypłoszyły gości. Zauważyliśmy jednak żwawo pomykających rowerzystów, ścieżką rowerową z samego Władysławowa - lasy iglaste i liczne punkty do odpoczynku są życzliwe dla miłośników dwóch kółek. fot. Krzysztof Golec, Postanowiliśmy zatem sprawdzić, czy późną jesienią Hel nadal jest atrakcyjny. Okazuje się, że jest, a każdy może znaleźć coś dla siebie. Historycy, eksploratorzy, fotograficy zawsze znajdą tu coś do wyhaczenia. My podziwialiśmy cumowanie jachtów w porcie, czyszczenie rybackich sieci, militarne umocnienia zachowane z czasów II wojny światowej i kilka innych ciekawostek o których za chwilę napiszemy więcej. Hel to także, a może przede wszystkim Port Wojenny i Rejon Umocniony Hel. Niestety to już przeszłość, a obiekty którymi administruje Agencja Mienia Wojskowego są notorycznie dewastowane. Marynarze, co tu służyli jeszcze w PRL-u łapią się za głowę, jak można było doprowadzić tę historyczną ikonę, wybudowana jeszcze w 1931 roku, do totalnej ruiny. Postanowiliśmy nie zamieszczać zdjęć portu - tak po ludzku – ręce opadają. Łodzie patrolowe, kutry torpedowe niszczyciel Warszawa zniknęły, a po kolejce wąskotorowej pozostały jedynie zardzewiałe szyny. fot. Krzysztof Golec, Hel, port rybacki Jednym z większych producentów w Helu jest przetwórnią ryb morskich i hurtownia Koga Maris Sp. z Ale jeśli chcecie zjeść dobrą rybkę, to warto zapukać do restauracji Kutter (przy ul. Wiejskiej). Ponoć śledzie na słodko docenił tu nawet Kamil Okrasa, niezły jest też śledź po kaszubsku. Na dorsza z frytkami i surówką warto wpaść do „Rybomanii” w Juracie. Wprawdzie nie jest to pychota jak w Darłowie – najlepsza ryba jaką jedliśmy w tej części polskiego Bałtyku, ale też dobra. Ważne, iż świeża! Port rybacki w Helu to taki mix, trochę kutrów rybackich i większych jednostek, knajpki, statki wycieczkowe, skrawek płaży, szalejące mewy przypominające te z „Dzikich plaż Juraty”, jak śpiewa Irena Santor oraz... kościół przemianowany na muzeum. Oddział Muzeum Rybołówstwa (kiedyś był tu kościół ewangelicki z XV w.) przejęło w 1969 muzeum Morskie w Gdańsku. Jednak centralnym punktem wejścia do portu jest rzeźba Neptuna wzorowana na tym z Bolonii... artysty Arkadiusza Żółtowskiego herbu „Ogończyk”. fot. Krzysztof Golec, Hel, port rybacki Hel to także miasto przyjazne motocyklistom – naprzeciwko magistratu znajdziemy skwer motocyklistów, pamiątka po pierwszym zlocie (Harley Owners Group). Wszystko wskazuje na to, iż po zakończeniu pandemii COVID-19 odbędzie się tu kolejny zlot. Podobne zloty odbywają się także w stolicy motocyklowej Dolnego Śląska – Karpaczu. Jeśli zamierzacie latem pościgać się na skuterach wodnych i zdobyć uprawnienia na motorówkę, taki kurs oferują specjaliści tuż przy porcie (cena w sezonie 500 zł). Podobne szkolenia oferują specjaliści od nurkowania, w tym nurkowania do zatopionych wraków (jakich tu wiele). Aby dokładnie spenetrować Półwysep Helski, w szczególności Hel trzeba co najmniej kilku dni zwiedzania. Historia tego miejsca jest niezwykła. Mało kto wie, że Hel bronił się dłużej niż nagłaśniane Westerplatte. Po upadku Oksywia (19 września 1939 roku) Hel bronił się już samotnie. Powstał Rejon Umocniony Hel, który wiązał ogniem ataki pancerników „Schlesien” i „Schleswig-Holstein”. fot. Krzysztof Golec, Pewnie podobnie jest z mało znaną taktyką obrony Półwyspu Helskiego, między Chałupami i Kuźnicą utworzono zaporę, która miała przeciąć w najwęższym miejscu półwysep tak, aby powstała wyspa. Na szczęście nie wykonano tego planu. Wiele umocnień, punktów, resztek skaldów amunicji, stanowisk baterii ogniowych można jeszcze spotkać na Półwyspie Helskim. Warto zatem zwiedzić Muzeum Historii Helu (czynne od 1-25 października w godz. od Uwaga: zwiedzanie baterii Laskowskiego wymaga telefonicznego uzgodnienia w okresie pandemii COVID-19. Kolejną ciekawostką jest rzeźba wykonana z jednego kawałka drewna, długość to 15,2 m - co odnotowano w Księdze Rekordów Guinnessa (czerwiec 2019 r.). fot. Krzysztof Golec, Hel, port rybacki Półwysep Helski – najciekawszym miastem na półwyspie jest oczywiście Hel, który otrzymał z rąk księcia Świętopełka II Wielkiego prawa miejskie na prawie lubeckim w 1260 roku. Swój rozwój zawdzięcza jednak Krzyżakom, bowiem do zakonu należał ten unikalny w skali światowej półwysep (od 1308 do połowy XV w.). To oni dali zalążek powstania portu rybackiego, ściągnęli tu pierwszych osadników, powstawały karczmy, kościoły, miejsca wyznaniowe.* Dodajmy jednak, że prawa miejskie dotyczyły Starego Helu (niem. Neu Hela). Dziś, to co pozostało dotyczy głównie Nowego Helu, stary przykryła gruba warstwa piasku pod powierzchnią morza. /źródło: Ilustrowany kurier Codzienny z 1935 roku/ */ na początku XIV wieku Pomorze Gdańskie wraz z Półwyspem Helskim zajęli Krzyżacy. W 1378 roku wielki mistrz zakonu krzyżackiego Winrich von Kniprode potwierdził lokację miejską Starego Helu na prawie lubeckim (miejscowość otrzymała wówczas część mierzei aż do Jastarni z prawem eksploatacji lasów i pastwisk). Półwysep, jako część Prus Królewskich, formalnie stał się częścią Polski po wojnie trzynastoletniej, w 1466 roku. /źródło: W Nowym Helu znajdziemy twarde dowody dot. kościoła pw. św. Piotra i Pawła, potwierdzające lokowanie w 1417 roku. Niestety, w okresie pandemii kościół był zamknięty. W 1626 roku helanie odmówili przysięgi wierności królowi Karolowi Gustawowi, konsekwencje były surowe – miasto spalono i splądrowano, a kobiety zgwałcono. Mimo to osadnicy i Kaszubi nie poddali się zniewoleniu szwedzkiemu najeźdźcy. fot. Krzysztof Golec, Jastarnia, port jachtowy Hel utracił prawa miejskie pod zaborem pruskim w 1872 roku, a odzyskał dopiero w Polsce Ludowej w 1963 roku. Niektórzy urzędnicy UM w Helu mówią, iż miasto - nawet dziś - przypomina zaginioną Atlantydę. Inni mówią „Miasto z morza”, jak w filmie o tym samym tytułem w reżyserii Andrzeja Kotkowskiego, ale dotyczącym początków Gdyni. Ciekawostki z okresu II wojny światowej - Muzeum Obrony Wybrzeża31 Bateria im. Heliodora Laskowskiego w Helu - bateria artylerii nadbrzeżnej, stanowiąca b. ważny punk oporu Półwyspu Helskiego. W jej skald wchodziły: cztery zamaskowane stanowiska z płyt żelbetowych + siatki maskujące), działa kalibru 152,4 mm Bofors, magazyny amunicji. Baterię wchodziła w skład Rejonu Umocnionego Hel. Wykazała swoja skuteczność w bitwie artyleryjskiej 3 września 1939 z dwoma niemieckimi niszczycielami. Ponadto wspierała oddziały Lądowe Obrony Wybrzeża, zaś 25 i 27 września stoczyła dwukrotny pojedynek artyleryjski z niemieckim pancernikiem szkolnym „Schleswig-Holstein”. Bateria wypełniła przydzielone zadanie, a dzięki dobremu maskowaniu, mimo nalotów lotnictwa i ostrzału pancerników nie poniosła większych szkód. Koncepcja budowy baterii powstała w 1933 roku z inicjatywy kmdr. ppor. Heliodora Laskowskiego (stopień oficerski w Marynarce Wojennej odpowiadający stopniowi majora w Siłach Zbrojnych i Lotnictwie), kierownika Szefostwa Artylerii i Służby Uzbrojenia Kierownictwa Marynarki Wojennej. Przetarg na dostarczenie dział wygrała szwedzka firma Bofors. Umowę z Boforsem na dostawę czterech armat kal. 152,4 mm podpisano 20 grudnia 1933 roku. Dwa lata później armaty trafiły do Gdyni na pokładzie polskiego okrętu ORP Wilia, po czym przewieziono je na Hel. Po II wojnie światowej, w 1946 roku na bazie istniejących stanowisk dział 31. Baterii im H. Laskowskiego została zorganizowana 2 Bateria 13. Samodzielnego Dywizjonu Artylerii Nadbrzeżnej. Bateria funkcjonowała do 1976 roku, ale ostatecznie zrezygnowano z artylerii nadbrzeżnej w naszym wojsku. W maju 2008 roku staraniem Muzeum Obrony Wybrzeża odrestaurowano i udostępniono zwiedzającym stanowisko nr 4 Baterii im. H. Laskowskiego wraz z zachowaną powojenną armatą B-13, a w podziemiach stanowiska umieszczono wystawę poświęconą tejże baterii. /źródło: Musimy dodać, ze baterią dowodził kmdr Zbigniew Przybyszewski, do samego końca nie chciał się poddać. Wspomnieliśmy, że obrona Helu trwała dłużej niż obrona Westerplatte i Oksywia, aż do 2 października 1938 r. Dalsza obrona była bezcelowa, wcześniej padła Warszawa i Modlin. W PRL-u komandora oskarżono o zdradę w tzw. spisku siedmiu komandorów. Aresztowany w Warszawie, został zastrzelony w więzieniu na Mokotowie - strzałem w tył głowy (16 grudnia 1952 r.). Dopiero w 1956 roku rodzina o komandor doczekali się rehabilitacji. fot. Krzysztof Golec, "16 grudnia, w 65 rocznicę pozbawienia życia kmdr Stanisława Mieszkowskiego i kmdr Zbigniewa Przybyszewskiego, po mszy w kościele garnizonowym na Oksywiu, szczątki trzech komandorów przewieziono na lawetach na Cmentarz Marynarski na Oksywiu i tam z asystą wojskową, w obecności prezydenta RP pochowano uroczyście w specjalnie zaprojektowanej Kwaterze Pamięci" - czytamy w opracowaniu Niemiecka bateria Schleswig Holstein Jak opowiada Władysław Szarski z Muzeum Obrony Wybrzeża Helu bateria Schleswig Holstein była w tym czasie największą bateria lądową na świecie. Aczkolwiek mało znane działa kolejowe 802 mm Schwerer Gustav nazywane przez artylerzystów „Dora” było jeszcze potężniejsze. Niestety, duma Adolfa Hitlera (Dora) była nie tylko mało mobilna, ale bardzo kłopotliwa w codziennej obsłudze. Bateria Schleswig Holstein z kolei miała kal. 406 mm i została sprytnie zamontowana w centralnej części cyplu, ok. 1 km na północ od dworca kolejowego w Helu. Warto tylko przypomnieć, że w samym Helu mamy aż trzy generacje umocnień, baterii i dział wybudowanych przez Niemców, Polaków, a po wojnie także Rosjan. Praktycznie do 1989 roku roku Hel był enklawa stricte wojskową i tylko obywatel PRL-u mógł, za okazaniem dowodu osobistego, tu przyjechać. Szlabany wojskowe z ochroną wartownika pozostały do późnych lat 90. XX w. Dziś hulaj dusza - piekła nie ma! Każdy może tu przyjechać, aczkolwiek burmistrz Helu i lokalna społeczność chcą ograniczeń w związku z pandemią COVID-19. Wracając do tak potężnej baterii to chluba entuzjastów z Muzeum Obrony Wybrzeża, została wyremontowana i stanowi nie lada atrakcję dla zwiedzających (zimą o w okresie drugiej fali pandemii) mogą być problemy. Jej podstawowym zadaniem była walka z największymi okrętami, które zagrażały bazom w Gdańsku i w Gdyni. Zasięg aż 56 km pokrywał ogniem obszar od jeziora Żarnowieckiego, poprzez rejony Kartuz i Tczewa, aż do ujścia Nogatu do Zalewu Wiślanego w okolicach Elbląga. /źródło: W kontekście słynnego filmu Alistara McLeana, zresztą z nieistniejącą wyspą i wykonanymi na potrzeby filmu działami Navarony, te na Helu są zarówno prawdziwe, jak i potężniejsze – tak twierdzą pracownicy Muzeum Obrony Wybrzeża. Dane baterii Schleswig Holstein robią wrażenie: obsługa 55 artylerzystów, masa wieży 400 T kal. 406 mm typu SK C/34-model z 1934 roku, masa pocisku 1030 kg, prędkość początkowa pocisku 810 m/s. Amunicja była przesyłana za pomocą kolejki wąskotorowej. Więcej o tej nadzwyczajnej konstrukcji dowiecie się z opowiadań Władysława Szarskiego i Wojciecha Waszkowskiego ze Stowarzyszenia „Przyjaciele Helu”. fot. Krzysztof Golec, / wyciąganie z wody jachtu pełnomorskiego w Jastarni Jastarnia – nieco młodsza od Helu, pojawia się w spisie miejskim z 1595 roku.* Port rybacki wybudowano w latach 1926-1930. Jest większy niż ten w Helu, ale swój rozwój zawdzięcza licznie bazującym tu jachtom, żaglówkom czy katamaranom. Mieliśmy szczęście, aby podpatrzeć, jak wyciąga się z wody jachty morskie do zimowego garażowania. Wygląda to dość ciekawie, co zobaczycie na zdjęciach. */ pierwsze wzmianki o Jastarni pochodzą z 1378 r., wówczas nosiła nazwę Osternas, późniejsza nazwa to Hasternia, a już od 1578 r. - Jastarnia Jastarnia ma także wojenne konotacje. Warto zwiedzić Ośrodek Oporu Jastarnia i baterie dział Schleswig-Holstein, zbudowane w 1940 roku. Jak mówią miejscowi osadnicy, były to najpotężniejsze działa, jakie zamontowano na lądzie (aczkolwiek podobne działo znajduje się na Bornholmie). Do dziś zachowały się 3 działobitnie z bunkrami i magazynem amunicji, wieża i dwa magazyny amunicyjne. Zachowane umocnienia wpisano do rejestru zabytków militarnych w 1999 roku. Żal wyjeżdżać z Helu, jeszcze sporo do spenetrowania, zwłaszcza iż Złota Polska Jesień nadchodzi. Jeszcze tu wrócimy, bo wątek wojenny, heroiczna obrona Helu, bohaterscy marynarze, Kaszubi, ciągle intrygują i nie pozwalają zapomnieć o patriotyzmie i honorze. redakcja
Jak co roku o tej porze w mediach społecznościowych oglądamy paragony zaskoczonych klientów, którzy podczas wakacji nad morzem łapali się za portfel i za głowę, gdy rachunek za jedną rybę z frytkami w smażalni opiewał na grubo ponad 100 zł. Postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście obiad w nadmorskiej knajpce musi aż tyle ryb w Trójmieście Barów, smażalni i restauracji nadmorskich sprzedających ryby nie brakuje. Polacy zwykle kupują ryby znane i nie eksperymentują ze smakiem. Zamawiają więc najczęściej dorsza i flądrę. Rzadziej halibuta, sandacza czy węgorza. Niektóre restauracje podają ceny za 100 gramów ryby, a nie za całą porcję. Łatwo więc stracić czujność podczas zamawiania. Klient zwykle nie zastanawia się, ile cała ryba będzie ostatecznie ważyła, i nie przewiduje, ile zapłaci. Postanowiliśmy przyjrzeć się cenom w wybranych turystycznych miejscach w Trójmieście. Przyjęliśmy założenie, że przyjechała do nas czteroosobowa rodzina: dwoje dorosłych i dwoje dzieci. Ile zapłacą za obiad w trzech wybranych przez nas nadmorskich knajpkach? Żeby dzień był w pełni udany, "wysłaliśmy" ich też na coś słodkiego do lodziarni. GdyniaW Barze IKA na Molo Południowym w centrum miasta można zamówić zestaw z rybą w rozsądnej cenie. Mimo to brakuje tam jednak Najczęściej oczywiście klienci pytają o dorsza, to jest najchętniej zamawiana u nas ryba - mówi Irena Bullmann, właścicielka Baru IKA. - Teraz niestety tej ryby po prostu nie ma, a jeśli jest, to bardzo droga, stąd też wyższe ceny. Ale mamy na przykład zestaw z flądrą za 28 złotych. W zestawie jest filet z flądry, surówki, frytki. Porcja takiej ryby to zwykle między 220-250 gramów. Jeśli jest dorsz, w zestawie będzie kosztował 35 zł. Naszym problemem jest jednak brak klientów, a to z powodu niedawnego przebudowania skweru Kościuszki i zlikwidowania parkingów. Nie ma tu teraz do nas dojazdu, więc ryb sprzedajemy bardzo po spacerze na skwerze Kościuszki nasza rodzina skieruje się na lody, na przykład do lodziarni Bosko na ul. Świętojańskiej, znajdzie tam szeroki wybór deserów. Porcja lodów kosztuje tam 5 zł. Cztery zestawy obiadowe z flądrą po 28 zł dadzą rachunek na 112 zł. Doliczając do tego cztery porcje lodów po 5 zł, całość wyniesie 132 to, co widać na załączonym paragonie - za dwa zestawy rybne (jeden z filetem z flądry i frytkami za 28 zł, drugi z filetem z dorsza i pieczonymi ziemniakami za 35 zł, plus do każdego zestawu miks trzech surówek) zapłaciliśmy łącznie 63 zł. Porcje były solidne, spokojnie można się nimi najeść. SopotW Barze Przystań za 100 gramów dorsza smażonego lub pieczonego zapłacimy 11 zł. Porcja frytek kosztuje 7 zł, a surówki 5 zł. Za zestaw składający się z 200 gramów dorsza, porcji frytek i surówki zapłacimy tam więc 34 zł. Także tutaj flądra jest tańsza i kosztuje 8 zł za 100 gramów. Za analogiczny zestaw zapłacimy więc 28 włoska Mamma Mia il Gelato Naturale, tuż przy molo w Sopocie, sprzedaje lody w trzech rozmiarach odpowiednio za 5, 8 i 9,50 zł. Podsumowując więc sopocki obiad z deserem, za cztery zestawy z flądrą (4 x 28 zł) nasza czteroosobowa rodzina zapłaci 112 zł. Razem z lodami (5 zł za porcję) wyjdzie 132 zł. GdańskW Gdańsku możemy wysłać naszą eksperymentalną rodzinę na przykład do Brzeźna. Tam w restauracji Zagroda Rybacka 100 gramów dorsza kosztuje 11 zł, a flądry 8 zł. Dodatki w postaci surówki i frytek to koszt 7,50 zł każde. Zestaw z dorszem wyniesie więc 37 zł, a z flądrą 33 zł. Przechadzając się wzdłuż nadmorskiego deptaka, nietrudno trafić do lodziarni Paulo Gelateria. Tam porcja lodów kosztuje 4,50 zł. Za zestawy z flądrą dla czterech osób (4 x 33 zł) portfel czteroosobowej rodziny zubożeje o 132 zł. Jeśli dzieci namówią rodziców na lody, cały rachunek wyniesie 150 zakaz połowuJak mówią właściciele smażalni, ceny ryb są wysokie, a to dlatego, że ich brakuje. Od 4 czerwca do 31 sierpnia w południowej części Bałtyku będzie obowiązywać całkowity zakaz jakichkolwiek połowów. Jak poinformowało Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, ma to związek z fatalną kondycją bałtyckiego dorsza. Ministerstwo wyjaśniło, że zakaz połowów wynika z pisma otrzymanego od Komisji Europejskiej, która mając na uwadze jeszcze większą ochronę dorsza bałtyckiego, chce w ten sposób chronić tarło tych ryb. Od zakazu obowiązuje odstępstwo, które dotyczyć ma statków do 12 metrów długości, które prowadzą połowy z użyciem narzędzi biernych i łowią w miejscach, gdzie głębokość jest niższa niż 20 metrów.
DZIKA, ZIMNA, NIE MROŻONA ! Jednym z niekwestionowanych celów nadmorskich wojaży jest zjedzenie ryby - świeżej. Na początku studiujemy menu. Restauratorzy grają w nim ceną i nazwą, która często informacją nie jest. Czemu nie informują, które z oferowanych dań przyrządzono z ryb lokalnych, które są morskie, które słodkowodne, tropikalne lub polarne, które w końcu to ryby dzikie, a które hodowlane? Skąd klient ma to wiedzieć? Internetu przy talerzu zwykle nie ma - nie „wygoogla”. Szczęście, jeśli kelnerka lub kelner znają się co nieco na kulinarnej ichtiologii. Polując na rybę świeżą, szukamy jej zwykle blisko morza, co gwarancją tego atrybutu być nie musi. Pory roku przy konsumpcji lub nabywaniu ryb raczej pod uwagę nie bierzemy, choć inne nasze doświadczenie podpowiada, że i w morzu, jak w ogrodzie, może występować sezonowość. Są miesiące, że ryby są tłuste, są i takie, gdzie czas ich rozrodu powoduje wielką utratę smakowych walorów. Nasze doświadczenie z zakupem na przykład smacznych truskawek czy pomidorów podpowiada nam istnienie ważnych dla smaku jedzonych potraw przyrodniczych reguł. Bywa też, że jest okres ochronny dla danego gatunku i szans na legalną świeżą rybę być nie powinno. Są jednak wyjątki i niektóre jednostki rybackie mogą je łowić. Często determinuje to lokalizacja łowiska i stan zasobów w danym regionie. Są zatem stada „zachodnie” i „wschodnie”. Jedne są chronione, inne nie. Ryby wówczas przemieszczają się już jako złowione, zamrożone lub nie, po szosach i czasami całkiem świeże, dostarczone samochodami trafiają do odległych sklepów lub restauracji w innej części wybrzeża. Nie ma jednak lepszej metody i pewności pozyskania najlepszej jakości ryby niż kupno jej prosto od rybaka. Najlepiej zrobić to późną jesienią, zimą i wczesną wiosną. Ryby te są wówczas najlepszej jakości, a ich smak jest wyborny. Dzieje się tak z kilku przyczyn. Gdy ryba wpada w sieci o zimnej porze roku, niska temperatura wody (0-5°C) gwarantuje jej dłuższe przetrwanie w dobrym stanie. W lecie ma ona ku temu małe szanse, gdyż woda jest ciepła (15-20°C). Śnięta, psuje się wówczas w takiej wodzie niemal tak samo szybko, jak pozostawiona na stole w kuchni. Zatem lepiej jest szukać dobrych ryb zimą. O tej porze roku większość intensywnie żeruje. Zawartość ważnych dla naszego zdrowia tłuszczów osiąga w ich tkankach optymalny poziom, a walory smakowe rosną. Dobrym przykładem jest popularny dorsz (wątłusz, pomuchel), który w okresie zimy cechuje się doskonałą kondycją. Żeruje na tłustych o tej porze roku śledziach i szprotach. Podobnie świetne są płastugi - stronie, gładzice i skarpie, a bałtyckie śledzie i szproty (przysmak dorszy i ryb łososiowatych) - wręcz bajeczne. Warto zresztą zwrócić uwagę także na tutejsze wędrowne trocie i łososie. Trudne dziś do kupienia, ale warte wysiłku pozyskania. Nie ma lepszego wędzonego szprota niż zimowy. Niestety w Helu nie ma już wędzarni tej ryby. Należy wybrać się do pobliskiej Jastarni. Także tam, jak i w Kuźnicy, można jeszcze natrafić na miejsca tradycyjnie wędzonych (na zimno!) łososiowych i trociowych płatów. Upolowanie dobrej ryby wymaga zatem wysiłku. Na początku należy sprawdzić, gdzie jest rybacka przystań lub port. Jest ich coraz mniej. Pewniakiem na świeżą rybę jest Hel - miasto na rybach zbudowane już ponad 600 lat temu. Przychodząc do helskiego portu między godziną dziesiątą a czternastą, możemy spotkać małe kutry bądź łodzie rybackie wracające zwykle o tej porze z łowisk. Właśnie od tych rybaków mamy możliwość zakupu najlepszych morskich ryb, naszych bałtyckich, dzikich. Odwiedzając choćby z tego powodu Hel zimą, unikniemy wielu niedogodności. Korków na drodze nie ma, szlaki i miejskie chodniki wolne są od tłoku, plaże puste, a w restauracjach jest dużo swobodnego miejsca. Na ich kuchennym zapleczu powinny czekać na nas świeżo złowione ryby - najlepsza przynęta na wyrafinowanych turystów. Tekst i foto: Krzysztof E. Skóra & Ernest Muża Źródło: UG
Drugi rok z rzędu pojechaliśmy na Półwysep Helski. Jako Pomorzanka powinnam znać Helski Półwysep od podszewki – będąc dzieckiem jeździłam tam na szkolne wycieczki do fokarium, potem jako nastolatka na kemping do Chałup, epizodycznie do Juraty i do Kuźnicy na windsurfing. Można powiedzieć, że pomorski Cypel zwiedziłam wzdłuż i wszerz, ale okazuje się, że wciąż lubię tam jeździć (nawet podczas tego obrzydliwego turystycznego tłoku) i spędzać czas. Hel, jak i cała ta nadmorska wypustka, kojarzy mi się z wakacjami, brakiem makijażu, krótkimi spodenkami i ręcznikami plażowymi. Tak było tez tym razem – pobyt spędziłam bez sprawdzania maili i wiadomości, bez stukania w klawiaturę i robienia notatek. Wypoczęłam, a teraz przygotowałam dla Was krótki skrypt-poradnik do przeżycia na Półwyspie Helskim! Co zjeść, gdzie zjeść, co zobaczyć i gdzie spać? Enjoy x kemping na Helu – moje doświadczenia, co spakować i jak się przygotować? Z tym kempingiem na Helu to jest bardzo śmieszna sprawa, bo z tej historii wynika jeden morał: jestem ogromną hipokrytką. Na HelKampie, kempingu położonym 5 minut od helskiego Cypla, byliśmy już drugi raz. Po pierwszych doświadczeniach, rok temu, obiecaliśmy sobie, że już nigdy więcej nasze nogi tam nie postaną. Wysmarowałam im bardzo negatywną (ale prawdziwą!) opinię na różnych portalach, bo, mówiąc wprost, zostaliśmy oszukani i zapłaciliśmy więcej, niż było to ustalone. Nie będę głębiej wnikać w tę historię, bo to nie czas i miejsce (a dociekliwi i tak znajdą to, co wtedy napisałam). Tak naprawdę nie wiem co nas popchnęło do tego, żeby ponownie pojechać na ten sam kemping, ale podjęliśmy wtedy dużo (z perspektywy czasu trochę pochopnych) decyzji. Więc i w tym roku historia się powtórzyła, choć nie z taką samą siłą – dostaliśmy nie ten domek, za który zapłaciliśmy (przydzielono nam mniejszy, bez jednej sypialni), a potem kazano nam zapłacić więcej, niż ustaliliśmy, ale oba te kryzysy zostały zażegnane i wyszło „na nasze”. Na co się przygotować jadąc do domku na kemping? Na wieczną imprezę. Serio. Nasze okna wychodziły na drugie pole kempingowe, a ludzie w namiotach pod płotem imprezowali dwadzieścia cztery godziny na dobę. Bez znaczenia czy obudziłam się o 2 w nocy czy o 4 czy o 8 rano, to muzyka grała, a śpiewy wybrzmiewały. Wracając do meritum – rok temu pierwszy raz byłam w domku na kempingu i chyba wszyscy byliśmy zszokowani, że taki domek mocno różni się od air bnb. Garnki i patelnie trzeba pobierać ze strefy wspólnej, w której nie wszystko jest dostępne. Na naszym kempingu nie było na przykład sita (żadnego), a i przykrywki do garnka były tylko jednej wielkości. O mikrofali, mikserze/blenderze, piekarniku i tosterze możemy zapomnieć, a wszystkie środki sanitarne są płatne (papier toaletowy za złotówkę, a żeby skorzystać z ogólnodostępnej pralki to trzeba zapłacić i mieć swoje środki czyszczące). Na kempingu, obok recepcji, znajdował się sklep, w którym były wszystkie rzeczy pierwszej potrzeby, także produkty spożywcze. Sól i pieprz popaczkowana w dziesięciogramowe szaszetki sprzedawane były na przykład po 10 groszy. Najlepiej więcej przygotować się wcześniej – zrobić duże zakupy spożywcze (nie będę wielką odkryczynią jeżeli napiszę, że gotując w domku zaoszczędzimy SPORO) i sanitarne (ręcznik papierowy, papier toaletowy). Ja z domu zabrałam tylko to, co zalegało mi w lodówce z krótkim terminem przydatności + mały słoiczek oliwy, słoiczek kawy, cukier i sól w małych torebkach przez lata uzbierana przez jedzenie brane na wynos (to samo z mini keczupami!). I pytanie: gdzie jeść wegetariańsko, skoro wszędzie otaczają nas ryby? Jako ktoś, kto mięsa nie je (za wyjątkiem owoców morza), na Helu w większości przypadków byłam skazana na pizzę albo pierogi ze szpinakiem, czyli klasyk w menu prawie każdej restauracji. Jeżeli ktoś z Was szuka wegeobiadu, to polecałabym Smażalnię Ryb Fala, która w swojej karcie miała zestaw obiadowy złożony z kotletów sojowych (KLIK<.
dobra ryba na helu